Nowości
Uwaga: Portal niebawem przejdzie gruntowną przebudowę. Będzie wiązało się to z przerwą w funkcjonowaniu.
PKO Bank Polski

Zapraszamy do przeczytania relacji Arka Szekiety - jednego z uczestników Biegu Lechitów odbywającego się co roku w Gnieźnie 

Sobota 13 września, godz. 12, wraz z Arkiem Szczupaczyńskim wyruszamy do Gniezna na 37 Bieg Lechitów który jednocześnie stanowi 17 Mistrzostwa Polski Lekarzy w półmaratonie. 275 kilometrów mija szybko i po 16 meldujemy się w hotelu w samym centrum historycznej stolicy Polski.
Arek jest tu po raz trzeci, więc wie jak się poruszać, wybieramy się na spacer po mieście, odbieramy pakiety startowe z biura zawodów, a wieczorem w pubie "U Pietraka" kibicujemy Polakom w meczu z Iranem na Mistrzostwach Świata w siatkówce. Po 2 gładko wygranych setach zapowiadało się na szybki koniec, jednak rewelacja turnieju Iran podejmuje walkę i mamy emocje do samego końca, jeszcze 3 sety.
W dniu zawodów, w niedzielę 14 września tuż po godz. 9 udajemy się na miejsce skąd autokary dowożą zawodników do Lednicy, gdzie znajduje się start. Zapowiadano słoneczną pogodę i wysoką temperaturę, bardzo ciężkie warunki do biegania, ale póki co jest pochmurno i chłodno. Plan Arka jest bardzo ambitny, wysokie tempo i miejsce na podium w klasyfikacji lekarzy, ponieważ jest w formie liczy na najwyższy stopień i pokonanie swojego "zaprzyjaźnionego" rywala z Kołobrzegu (uprzedzając fakty - tak właśnie było).
Na starcie stanęło blisko 1300 biegaczy, w tłumie nietrudno było zauważyć zawodnika i zawodniczkę z Kenii, więc niejako z góry było wiadomo, kto wygra bieg, co stworzyło wielu osobom możliwość zrobienia fotki ze zwycięzcą jeszcze przed rozpoczęciem zawodów :)
Krótko przed startem, zaplanowanym na godzinę 11 chmury zniknęły, zrobiło się bardzo ciepło i pojawiło się słońce. Pogoda cudowna, niestety nie do biegania...
Rozochocony doskonałym wynikiem osiągniętym w Półmaratonie Gryfa w Szczecinie dwa tygodnie wcześniej (który okazał się nie półmaratonem lecz biegiem na 20,5 km) postanowiłem zmodyfikować taktykę i ustawić się na starcie bardziej z przodu, żeby szybciej przebiec przez bramę startową (przy 1300 osób jak się stanie z tyłu dobiegnięcie do bramy może zająć nawet kilka minut). W Szczecinie od samego początku trzymałem się pacemakerów (baloników) którzy przez pierwsze kilka kilometrów biegli wolniej żeby potem przyspieszyć do założonego tempa. Tu wybiegłem szybciej, wyprzedziłem balonik zakładając, że i tak mnie dogoni, wtedy się przykleję i będę go pilnował. Pierwsze kilometry biegło się doskonale, tempo miałem duże, mimo iż wydawało mi się, że biegnę wolniej niż powinienem. Niestety około 9 kilometra okazało się jak ciężkie są warunki na trasie - palące słońce a do tego bardzo silny wiatr w twarz (który towarzyszył nam prawie do mety) sprawiły, że szybko opadłem z sił. Pacemaker którego miałem się trzymać dopędził mnie właśnie w okolicach 9 kilometra, okazało się, że to dziewczyna. Przez chwilę udało mi nawet się biec przy niej, usłyszałem tylko jak mówi, że warunki mamy dzisiaj katorżnicze, po czym.... zniknęła mi z oczu i więcej już jej nie widziałem :)
Teraz wiem, że był to dla mnie przełomowy moment zawodów, miejscowość Komorowo, dość duży podbieg, po którym moje tempo spadło drastycznie i kolejne kilometry były już tylko walką o przetrwanie i ukończenie biegu. Do pokonania było jeszcze 13 kilometrów, ponad godzina intensywnego wysiłku. Wiatr wiał, słońce piekło, serce waliło, mięśnie odmawiały współpracy, ale głowa poganiała "Run Forrest, run". Dołączyły jeszcze myśli "I po co mi to było" oraz "Nigdy więcej żadnych biegów", i tak przez niemal godzinę, do 17-18-go kilometra i przybycia do Gniezna. Zabudowa miejska sprawiła, że wiatr zelżał, kibice na ulicach na krótko dodali sił, coraz bliżej meta, znajome z wcześniejszych spacerów okolice, jeszcze tylko okrążenie katedry i zbieg w dół na łąkę przed katedrą na której w tym roku umieszczono metę. Brama, medal na szyję,  butelka wody mineralnej do ręki. Na mecie czeka na mnie Arek, zadowolony z wywalczonego mistrzostwa Polski lekarzy. Posiłek regeneracyjny zostawiam na później, najpierw idziemy do hotelu wykąpać się i wymeldować. A więc udało się po raz drugi ukończyć półmaraton, choć z czasem o wiele gorszym niż w Szczecinie... Widocznie tylko na tyle mój organizm było dzisiaj stać...
Po ceremonii wręczenia nagród przed nami 275km drogi powrotnej. Minęło równie szybko, a myśli "Po co mi to było" i "Nigdy więcej biegów" zastąpiło omawianie treningów i taktyki do kolejnych startów. 
A więc do zobaczenia za rok w Gnieźnie!!!
 

Komentarze  

+1 #2 Kinga 2014-09-18 10:31
Jakie były czasy?
Cytować | Zgłoś administratorowi
+2 #1 runner 2014-09-17 20:26
Run Arek Run: )
Cytować | Zgłoś administratorowi